Świnki idą na tarło, jak i o tym, że przypadkowe spotkania zmieniają świat

Rozmowa z Jackiem Englem, pełniącym nadzór przyrodniczy w projekcie.

Jacek Engel
Jacek Engel

Dawno, dawno temu….

Co dawno temu?

Dawno, dawno temu wymyśliłeś, że trzeba zrenaturyzować Białą i teraz to się dzieje. Zadowolony jesteś?

I tak, i nie. Patrzę na to z innej, niż RZGW perspektywy. Niektóre stopnie, które modernizują, ja bym zupełnie usunął, bo, według mnie, nie pełnią żadnej roli. Ale ogólnie te działania w projekcie idą w dobrą stronę. Nie marudzę więc.

Dlaczego na większości stopni na rzekach w Polsce nie ma przepławek?

Bo nie jest łatwo zaprojektować skuteczną. Kiedy projektujesz stopień na rzece, by utrzymać poziom piętrzenia czy ochronić most, to potrzebujesz niewielu danych: o przekroju rzeki, o tym, ile wody tam płynie w różnych okresach, jaka jest głębokość itd. Projektujesz i woda płynie. Nawet, jeśli popełnisz błąd, to płynie. A jak zaczynasz myśleć, że poza wodą trzeba też przez stopień przepuścić ryby, to pojawiają się schody. Bo ryby są różne i mają, na przykład, różne zdolności pływackie – jedne, jak łosoś, poradzą sobie z chwilową prędkością 2 m/s, ale inne, mniejsze nie poradzą sobie.

Nie przeskoczą progu?

O progach nie mówmy, bo progi są w zasadzie dla ryb nie do pokonania. Jeśli gdzieś ryby skaczą, to znaczy, że mamy do czynienia z ekstremalną sytuacją. Byłem kiedyś przy nieudrożnionym progu przy wodociągach w Jaśle. Akurat świnki szły na tarło. I było widać jak walczą z tym progiem, wchodzą na jakiś betonowy kawałek i te silniejsze jakimiś desperackimi skokami szły wciąż do przodu. Ale większość zmywało. Próbowały jeszcze raz i znowu je zmywało. Kilka razy spróbowały i koniec. Jak ryby skaczą, to znaczy, że prędkości wody są większe niż ich zdolności pływackie. Skok ryby na przeszkodzie to przejaw ekstremalnej desperacji. Bardzo rzadko kończy się sukcesem.

Poza zdolnościami pływackimi ryb, co jeszcze się uwzględnia przy projektowaniu przepławek?

Behawior ryb – brzmi paskudnie, prawda? W języku potocznym, to zwyczaje czy standardowe zachowania różnych gatunków. Niektóre chętnie pływają przy powierzchni, ale są takie, które pływają przy dnie – typowym przykładem jest węgorz. A jesiotr znowu nie lubi się pchać w szczeliny. To trzeba wiedzieć, bo potem jest tak, jak w Malczycach, gdzie mamy przepławkę szczelinową zaprojektowaną dla jesiotra, z wielkimi szczelinami, by przeszedł, ale projektant widać zapomniał, że ta ryba takich miejsc nie lubi. Ale wracając do pytania… Pierwszą rzeczą, którą powinno się przygotować zabierając się do projektowania przepławki, to lista gatunków, terminy migracji, nie tylko w górę, ale również w dół i gatunki docelowe, czyli te, dla których udrażniamy rzekę. I dla Białej to wszystko zostało zrobione.

Przepławka - Norwegia
Przepławka w norweskiej gminie Skien (fot. Rune Mathisen, Flickr, CC BY-SA 2.0)

Rzeki udrażnia się tylko dla niektórych gatunków?

Mogą być takie warunki na budowlach piętrzących, że nie da się zrobić przepławki dla wszystkich gatunków ryb. Mamy, na przykład, gatunki naturowe (objęte ochroną Natura 2000), albo gatunki ważne gospodarczo, typu łosoś, jesiotr, albo istotne wędkarsko – typu świnka. Patrzymy, jakie są prędkości, które mogą te ryby pokonywać, w jakim okresie migrują i jaki jest ich behawior. Ważna jest w tym wszystkim rola ichtiologa, bo te same gatunki na różnych rzekach mogą się zachowywać inaczej. W konsekwencji można dostosować rozwiązania służące migracji ryb do ich zwyczajów, co np. wykorzystali Francuzi adaptując śluzy na Rodanie do wędrówek jesiotra.

Śluzują jesiotry jak barki?

No, nie – bez żartów. Jesiotr, jak każda ryba migruje w określonych porach roku i wtedy od czasu do czasu uruchamiane są śluzy i prąd wody wabiący ryby. Ale wracając do tematu – w idealnym świecie byłoby tak, że jest ichtiolog, w przypadku Białej, to był Marek Jelonek, który wie, jakie ryby w rzece mieszkają i jak się zachowują. Wie też, dla których gatunków to przemieszczanie jest ważne i kiedy przemieszczają się one w górę i w dół rzeki. Do tego dochodzi niepisana zasada, że przepławka powinna działać minimum 330 dni w roku.

A jak to się zaczęło z renaturyzacją na Białej?

Kiedy jeszcze pracowałem w WWF, to wymyśliłem, by jednym z elementów Projektu Wisła, który wtedy realizowaliśmy było odtworzenie populacji łososia. Zacząłem szukać partnerów mogących pociągnąć ten projekt. Szczęśliwie poznałem Marka Jelonka z RZGW w Krakowie. Czułem, że nadajemy na tej samej fali. Marek zorganizował u siebie w Gospodarstwie Rybackim RZGW w Brzączowicach spotkanie na temat odtwarzania populacji łososia. I się zaczęło. Najpierw my, czyli WWF kupiliśmy ikrę łososia i zaczęliśmy zarybienia. Duże wsparcie mieliśmy od zespołu prof. Tomasza Mikołajczyka i jego studentów, którzy nie tyko brali udział w zarybieniach, ale również badali warunki w poszczególnych miejscach zarybień. Okazało się, że w niektórych rzekach te młode łososie przeżywają całkiem nieźle, a w niektórych w ogóle. Ale generalnie, że przeżywają, dożywają do fazy smolta i spływają do morza. Co dawało gwarancję, że będą wracać.

bo wracają na tarło tam, gdzie się urodziły.

To jest fenomen, jak łosoś płynąc z Bałtyku może znaleźć małą rzekę, w której się urodził. Czyli, najpierw znajduje Wisłę, potem w okolicy ujścia Dunajca mówi sobie – tu muszę skręcić, a potem ma taką samą refleksję, gdy dopłynie do Białej. A przecież po drodze ma masę dopływów, gdzie może skręcić w prawo lub w lewo. Jak wykazały badania ryba poznaje swoją rzekę po zapachu. I bezbłędnie trafia do rzeki, w której się urodziła. Albo do której została wypuszczona jako narybek w bardzo wczesnym stadium rozwoju – jak było z łososiami wypuszczanymi przez nas do rzek w zlewni górnej Wisły.

Co było dalej z Białą?

Objechaliśmy z Markiem Jelonkiem i projektantem wszystkie jazy i progi na Białej, żeby zobaczyć ile ich jest i w jakim są stanie. Nikt tego nie wiedział poza Kazimierzem Hotlosiem, ówczesnym kierownikiem Inspektoratu RZGW w Nowym Sączu. Obejrzeliśmy te stopnie i wytypowaliśmy kilka najłatwiejszych do udrożnienia, by od czegoś zacząć. Wskazaliśmy Ciężkowice i Pleśną. W międzyczasie przestałem pracować w WWF, ale pojawiły się pieniądze unijne i Marek napisał projekt do CKPŚ (Centrum Koordynacji Projektów Środowiskowych), i dostał grant. W ramach tamtego projektu udrożnione zostały trzy stopnie, opracowano także projekty budowlane i uzyskano niezbędne decyzje dla pozostałych przeszkód.

Przepławka - USA
Quasi-naturalna przepławka (U.S. Fish and Wildlife Service Northeast Region, Public domain)

Czy jest coś, czego się w tym czasie nauczyłeś, a co nadal uważasz za ważne przy budowie lub projektowaniu takich urządzeń, jak przepławki?

Dwóch praktycznych rzeczy. Michele Larinier z Tuluzy, który jest światowym guru od przepławek i zaprojektował ich setki, powiedział kiedyś na spotkaniu dla projektantów przepławek dwie rzeczy. Pierwsza brzmiała tak: „Kiedy mam zaprojektować przepławkę, to najpierw idę nad rzekę i się na nią patrzę”. Uważam to za radę naprawdę ważną, bo u nas niektórzy projektanci w ogóle nie widzieli rzeki, na której projektowali przepławkę. Druga jest z pozoru bardziej zaskakująca – brzmi następująco: „Każda zbudowana przepławka z założenia wymaga poprawy”. To niezwykle istotne spostrzeżenie, bo w praktyce jest niewiele przypadków, o ile w ogóle są jakieś, że zaprojektowano i zbudowano przepławkę, która dobrze działała od początku. W kosztach budowy powinno być wliczone ryzyko, że się je poprawia przynajmniej raz. Trzeba pamiętać, że przepławki – budowle hydrotechniczne – mają nie tylko przepuszczać wodę – powinny, przede wszystkim, służyć rybom, czyli żywym stworzeniom. A to o wiele trudniejsze.

Bywały strajki z nadmiaru łososi

21 kwietnia 2018 obchodzimy Światowy Dzień Wędrówek Ryb

wodnik_b

Brzegiem jeziora szła procesja z krzyżami i chorągwiami religijnymi: z przodu księża, potem lokalne rycerstwo i mieszkańcy. Od czasu do czasu zarzucano sieci – bez skutku. Dopiero za którymś razem w sieci zaplątał się potwór z głową kozła i oczami czerwonymi jak rubiny. Wszyscy na ten widok rzucili się do ucieczki, więc potwór wyplątał się z sieci i spokojnie wrócił do wody. Ta procesja, której celem było odczynienie złych uroków rzuconych na rzekę, która przestała dostarczać ryb została opisana w słynnym roczniku Traski (Trzaski), obejmującym zdarzenia z lat od 900 – do 1300 roku.

Czy dziś wiemy więcej niż w średniowieczu o przyczynach braku ryb w rzekach? Z pewnością tak, choć nie zmienia to faktu, że ich brak w rzekach umyka naszej uwadze, gubi się w codziennym rozgardiaszu, pojawia się na szarym końcu listy spraw w życiu ważnych. Pewnie dlatego, że rzeka przestała być partnerem w naszym życiu. By stworzyć okazję dla przypomnienia jak wiele gatunków ryb przestało pojawiać się rzekach, by móc opowiedzieć dlaczego tak jest oraz, żeby pokazać co można zrobić by było inaczej ustanowiono Światowy Dzień Wędrówek Ryb. W tym roku odbywa się pod hasłem „Ryby, rzeki i ludzie – razem!”.

Siedemdziesiąt jesiotrów w trzy tygodnie

Dawniej łowienie ryb nie było sportem. Ryby stanowiły ważny składnik pożywienia, a było ich w Polsce dużo. W kronikach Galla Anonima jest krótka charakterystyka Polski:

Kraj to wprawdzie bardzo lesisty, ale niemało przecież obfituje w […] chleb i mięso i ryby i miód [..]. Powietrze zdrowe, rola żyzna, las miodopłynny, wody rybne […].

Ilość ryb jaka niedawno jeszcze pływała w naszych rzekach jest dzisiaj trudna do wyobrażenia. W średniowiecznych kronikach są informacje o strajku służby na Wawelu z powodu jej niechęci do jedzenia codziennie na obiad łososi, które w owym czasie należały do pospolitych. I tak było przez wieki. W 1856 r. rybacy krakowscy mieszkający w dwóch domkach opodal późniejszego mostu dębnickiego złowili na niewielkiej przestrzeni siedemdziesiąt olbrzymich jesiotrów w okresie trzech tygodni. Trzymali je w Wiśle uwiązane na łańcuchach przymocowanych do pali wbitych w brzeg.

Rybacy
Po lewej: jesiotr złowiony u ujścia Świny w roku 1914 (fot. arch. Józef Pluciński), źródło: http://www.iswinoujscie.pl/artykuly/13158/. Po prawej: rybacy na Wiśle – początek XX w. (fot. arch. NAC).

A całkiem niedawno, bo w latach pięćdziesiątych XX wieku, jak pisze Romuald Olaczek w swoim świetnym tekście o Bzurze i o roli tej rzeki w życiu mieszkańców Łowicza „W ubogich domach, a takich była większość, ryby z Bzury były jedynym dostępnym białkiem mięsnym.” Według jego szacunków z Bzury w okolicach Łowicza wyławiano nie mniej niż 500 kg ryb rocznie na rodzinę.

Nikt nie myślał o rybach

Dlaczego dzisiaj nie ma ryb w rzekach? Z wielu powodów. Pierwszy, może nie najważniejszy jest taki, że zapotrzebowanie na ryby na świecie jest ogromne – trudne to do zrozumienia w Polsce, gdzie jada się ich mało. Według niektórych szacunków, co godzinę na świecie odławia się około 10 tys. ton ryb. To spowodowało, że populacje ryb na wielu łowiskach zeszły poniżej tzw. poziomu odtworzeniowego, co z pewnością ma również wpływ na mniejszą liczbę gatunków dwuśrodowiskowych w naszych rzekach.

Ale powiedzmy sobie szczerze, by nie zwalać winy na innych, nawet, gdyby było tych ryb więcej nie wpłynęłyby do nas, bo rzeki albo są zanieczyszczone (dziś jest lepiej, więc ma to mniejsze znaczenie), albo poprzegradzane stopniami, przegrodami i wszelkiego rodzaju tamami, które uniemożliwiają rybom wędrówki wzdłuż rzek. Trzeba przy tym mieć świadomość, że te wędrówki są niezbędne dla życia i rozrodu nie tylko dla ryb dwuśrodowiskowych takich, jak łosoś, troć, jesiotr czy certa, które pokonują czasem kilkaset kilometrów, ale też dla wielu ryb słodkowodnych.

W Polsce jest około 150 tys. km rzek, z czego większość została uregulowana. Szacuje się, że jedynie 25% całkowitej długości rzek i potoków ma naturalny charakter. Wspomnianych przeszkód: zapór i jazów jest więc w Polsce bez liku. Bardzo ostrożne szacunki mówią o liczbie kilkudziesięciu tysięcy przegród i prawie żadna z nich nie została wyposażona w skuteczne urządzenia umożliwiające pokonanie ich przez ryby. To skutki tradycyjnego inżynierskiego myślenia, w którym nie było miejsca, a pewnie i wiedzy na temat oddziaływania wspomnianych barier poprzecznych na systemy rzeczne. W efekcie, jak opisują ichtiolodzy, połowa gatunków ryb żyjących w Polsce już wymarła, jest na granicy wyginięcia lub jej przetrwanie jest uzależnione od stałego zarybiania.

regulacje_3_b
Przykłady regulacji rzek nieprzyjaznych dla ryb.

Przerabiamy stopnie na bystrza

Na problem zwracali od lat uwagę przyrodnicy, wędkarze i aktywiści zajmujący się środowiskiem. Ale dopiero wdrożenie Ramowej Dyrektywy Wodnej w ramach Unii Europejskiej uaktywniło instytucje państwowe do działań, które mogą złagodzić w przyszłości problem wyginięcia wielu gatunków.

W tym świetle optymizmem napawają działania Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej (RZGW)[1] w Krakowie, które realizuje już kolejny projekt udrażniania rzek i dolin rzecznych dla ryb i innych organizmów żywych. Dotyczy to projektów realizowanych na rzece Białej (Tarnowskiej)  i Wisłoce. W przypadku Białej do końca roku 2020 cała rzeka będzie dostępna dla ryb zmodernizowanych zostanie łącznie 19 stopni wodnych. Na Wisłoce dotąd zmodernizowano 2 stopnie, ale RZGW stara się o możliwość kontynuacji prac.

Bardzo interesujące są działania samorządu z Pomorza, gdzie Związek Celowy Gmin Rzeki Parsęty wystąpił z wnioskiem do Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko o sfinansowanie projektu dotyczącego zwiększenia drożności wodnych korytarzy ekologicznych. W ramach projektu planuje się wybudowanie w miejsce istniejących stopni wodnych kaskady bystrzy. Zlikwidowanych zostanie 14 stopni wodnych, 5 zastawek i 1 jaz wodny o wysokości od 0,5 m do 1 m.

Można też obserwować pojedyncze działania np. wojewódzkich zarządów melioracji, które modernizują przepławki na poszczególnych stopniach wodnych. Kilka takich przykładów pokazuje film przygotowany przez Politechnikę Koszalińską z okazji Światowego Dnia Wędrówek Ryb w 2014 roku.

Ale, powiedzmy sobie szczerze, problem tkwi w braku wiedzy i praktyki. Jak powiedział mi jeden z planistów wojewódzkich – poważny problem z renaturyzacją rzek bierze się stąd, że niewiele jest firm, które potrafią projektować i realizować takie zadania jak przebudowa stopni, budowa skutecznych przepławek itd. W efekcie środki jakie mamy na to przeznaczone w budżetach regionalnych planów operacyjnych pozostają w znacznym stopniu niewykorzystane. Dlatego tak ważne są podręczniki. W ostatnich latach pojawiły się dwa: jeden przetłumaczony staraniem RZGW w Krakowie – zatytułowany „Urządzenia migracji ryb. Podstawy przyrodnicze, kryteria projektowe i monitoring„, drugi staraniem WWF Polska – zatytułowany: „Przepławki dla ryb – projektowanie, wymiary i monitoring„.

okladki_b
Okładki podręczników na temat projektowania i budowy przepławek dla ryb.

Jak obchodzimy Światowy Dzień Wędrówek Ryb?

Światowy Dzień Wędrówek Ryb to globalne święto, którego celem jest zwrócenie uwagi na znaczenie w naszym życiu rzek otwartych dla ryb, czyli takich, w których ryby mogą swobodnie wędrować w górę i w dół rzeki. W tym roku organizacje i instytucje z całego świata skupiają swoje działania wokół hasła: „Ryby, rzeki i ludzie – razem”.

Akcją od lat zarządza profesjonalna fundacja mająca siedzibę w Holandii pod przewodnictwem komitetu sterującego złożonego z przedstawicieli siedmiu dużych organizacji. Jej aktywność wspiera ponad 100 organizacji ze świata.

Opisy działań podejmowanych z okazji tego dnia na świecie są gromadzone i udostępniane na stronach Fundacji. Dzisiaj obejmują setki działań – 18 kwietnia zarejestrowano 519 planowanych zdarzeń w 62 różnych krajach świata.

mapa_events_border
Mapa z zaznaczonymi miejscami, gdzie obchodzony jest Dzień Wędrówek Ryb.

Te działania są bardzo zróżnicowane: niektóre mają charakter czysto edukacyjny, inne skupiają uwagę na utrzymaniu rzek w czystości, jeszcze inne traktują to jako święto rzeki w ogóle lub święto osadzone w jakiś sposób w lokalnej kulturze. Poniżej kilka przykładów:

Meksyk. Zabawa adresowana do dzieci, dzięki której mogą one zapoznać się z cyklem życia snappera (wędrownej ryby o polskiej nazwie lucjan).

Chiny. „Jangcy, nasz dom” – pod tym hasłem odbywać się będzie szereg sesji naukowych i wykładów na temat rzeki Jangcy. Przy tej okazji zorganizowane zostaną stoiska promujące ochronę rzeki i jesiotra chińskiego.

plakat_new_zeland.jpgNowa Zelandia. Pod hasłem „Oddajmy wędrującym rybom głos” przygotowywane jest wielodyscyplinarne wydarzenie dla osób zaangażowanych w projektowanie, planowanie i monitorowanie budowli hydrotechnicznych oraz gospodarowanie populacjami ryb wędrownych. Spotkanie rozpoczyna wdrażanie w Nowej Zelandii krajowych wytycznych w zakresie migracji ryb.

Etiopia. Ponad 500 studentów, nauczycieli i mieszkańców regionu będzie tego dnia usuwać z jeziora Tana inwazyjną roślinę – hiacynt wodny, którego ekspansja zagraża migrującym rybom z gatunku Labeobarbus spp.

Włochy. W regionie rzeki Mastallone organizowana jest akcja „Gdzie jest woda – tam życie”, w ramach której nauczyciele z wielu szkół będą organizować wycieczki nad rzekę, gdzie uczniowie obserwować będą środowisko wodne i uczestniczyć w jej zarybianiu.

Czechy. „Sposób na łososie” pod takim hasłem przeprowadzony zostanie dla dzieci przedszkolnych wykład na temat historii łososia w Republice Czeskiej.

Francja. Stowarzyszenie Vienne Nature i LOGRAMI organizuje wizytę w elektrowni wodnej Châtellerault na rzece Vienne (lewy dopływ Loary), gdzie będzie można zobaczyć stację do liczenia ryb oraz zwiedzić hydroelektrownię.

Brazylia. Nauczyciele i studenci z Uniwersytetu Federalnego w Rondônia zaproszą do udziału odwiedzających Park miejski Porto Velho. Tematem zajęć, prezentacji i dyskusji będzie znaczenia ryb wędrownych w ekosystemie wodnym na przykładzie cyklu życia Dourady, jednego z wielkich wędrownych sumów słodkowodnych. Dzieci otrzymają materiały dydaktyczne.

Plakat Światowego Dnia Wędrówek Ryb wygląda następująco i w w większej rozdzielczości jest dostępny tutaj. Można go wykorzystać do rozpowszechnienia informacji o Światowym Dniu Wędrówek Ryb.

Plakat_SDWR_small1

A co się dzieje w Polsce?

Na stronach Światowego Dnia Wędrówek Ryb zarejestrowane są trzy polskie działania z okazji kwietniowego święta.

Sprzątanie rzeki Postomi. Pierwsze działanie to wspólna akcja mieszkańców i turystów (wędkarzy i obserwatorów ptaków) w celu posprzątania rzeki Postomi – lewobrzeżnego dopływu Warty. Uczestnicy będą zbierać śmieci z powierzchni wody i obu brzegów rzeki. Akcja będzie miała miejsce 22 kwietnia, od godziny 11 do 15, zbiórka przy Stacji pomp 2 w Słońsku. Akcję organizują wspólnie: Towarzystwo Przyjaciół Słońska „Unitis Viribus”, Biuro Turystyki Przyrodniczej DUDEK oraz Koalicja Ratujmy Rzeki.

Warsztaty w projekcie AMBER. Drugą akcją są warsztaty edukacyjne przygotowane w ramach projektu AMBER, którego celem jest takie zarządzanie przegrodami rzek na terenie Europy, by doprowadzić do dostępności tych rzek dla ryb. Bierze w nim udział 20 instytucji i organizacji z 11 krajów. Projekt jest przekładem modnego ostatnio działania, które promuje społeczny udział w programach naukowych. Według informacji zawartych na stronach Światowego Dnia Wędrówek Ryb przewiduje się tego dnia w Konstancinie-Jeziorna pod Warszawą w godzinach 11 – 15 wiele aktywności: prezentacje nt. funkcjonowania rzek i oddziaływania różnego rodzaju przegród na rzeki i ryby, pokazy wykorzystania dronów w ekologii i ochronie rzek, wykłady oraz gry edukacyjne dla młodzieży i dzieci. Zaprezentowana również zostanie aplikacja na smartfony, w której można wpisywać znalezione bariery migracyjne.

app_migration_barrier_b
Aplikacja jest dostępna tutaj.

Polskimi uczestnikami projektu są: Instytut Rybactwa Śródlądowego im. Stanisława Sakowicza z Olsztyna oraz Europejskie Regionalne Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk z Łodzi.

Sprzątanie Iny i Gowienicy. Towarzystwo Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy uczci Światowy Dzień Migracji Ryb tradycyjnie sprzątając brzegi obu rzek. Robią to zresztą co roku. Wszyscy chętni, podzieleni na grupy, pod przewodnictwem doświadczonych obrońców rzek, zbiorą naniesione wiosennym wezbraniem śmieci z brzegów rzeki. Pracę zakończy spotkanie przy ognisku oraz posiłek z domowym deserem.

Jest pewnie więcej takich akcji w Polsce – napiszemy o nich, gdy tylko dotrzemy do bardziej szczegółowych informacji.

RK i MS
[1] Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej

Światowy Dzień Wody – 2018

„Jestem wodą…” – nowa rola Penelope Cruz

Jestem… wodą – z ciepłym latynoskim akcentem mówi Pelenope Cruz na tle efektownego zdjęcia wodospadu. Jestem oceanem – tym razem Han Solo z Gwiezdnych Wojen, czyli Harrison Ford ochrypłym głosem zaczyna inny film. Mówią o mnie… Natura, niektórzy nawet… Matka Natura – mówi Julie Roberts, którą znamy z takich filmów jak „Erin Brockovich”, czy „Sierpień w hrabstwie Osage”.

Filmy są krótkie – zawierają tylko podstawowe przesłania. Powstały głównie po to, byśmy mogli usłyszeć, że wielcy aktorzy, których zna i podziwia świat są po stronie ludzi rozumiejących, że nie ma przyszłości bez naturalnego środowiska. Jak mówi w swoim filmie Julia Roberts: „Ludzie Naturze nie są potrzebni, ale ludziom jest ona niezbędna” (cytat z jednego z filmów). Posłuchajcie tych głosów – naprawdę warto.

Julia_Roberts_stick4     Woda      ford_Ocean

Światowy Dzień Wody to jedna z takich chwil, kiedy wiele osób, instytucji i organizacji na świecie próbuje skupić uwagę innych na problemach środowiska, promuje troskę o jego stan, proponuje działania ochronne i pokazuje jego potencjał do radzenia sobie z zagrożeniami. Światowy Dzień Wody jest obchodzony od 25 lat – zawsze 22 marca. Każdego roku Organizacja Narodów Zjednoczonych, która patronuje tym dniom wyznacza temat – hasło, które odzwierciedla jeden z ważnych problemów dotyczących z wodą. W tym roku Dzień Wody obchodzony jest pod hasłem NATURA dla WODY. W zeszłym roku pytanie brzmiało: Dlaczego marnotrawimy wodę?”, kilka lat wcześniej „woda dla miast”, kiedy indziej „Woda i kultura”. Czytaj dalej „Światowy Dzień Wody – 2018”