Informacje o projekcie, Inne projekty, Przepławki, Uncategorized

Świnki idą na tarło, jak i o tym, że przypadkowe spotkania zmieniają świat

Rozmowa z Jackiem Englem, pełniącym nadzór przyrodniczy w projekcie.

Jacek Engel
Jacek Engel

Dawno, dawno temu….

Co dawno temu?

Dawno, dawno temu wymyśliłeś, że trzeba zrenaturyzować Białą i teraz to się dzieje. Zadowolony jesteś?

I tak, i nie. Patrzę na to z innej, niż RZGW perspektywy. Niektóre stopnie, które modernizują, ja bym zupełnie usunął, bo, według mnie, nie pełnią żadnej roli. Ale ogólnie te działania w projekcie idą w dobrą stronę. Nie marudzę więc.

Dlaczego na większości stopni na rzekach w Polsce nie ma przepławek?

Bo nie jest łatwo zaprojektować skuteczną. Kiedy projektujesz stopień na rzece, by utrzymać poziom piętrzenia czy ochronić most, to potrzebujesz niewielu danych: o przekroju rzeki, o tym, ile wody tam płynie w różnych okresach, jaka jest głębokość itd. Projektujesz i woda płynie. Nawet, jeśli popełnisz błąd, to płynie. A jak zaczynasz myśleć, że poza wodą trzeba też przez stopień przepuścić ryby, to pojawiają się schody. Bo ryby są różne i mają, na przykład, różne zdolności pływackie – jedne, jak łosoś, poradzą sobie z chwilową prędkością 2 m/s, ale inne, mniejsze nie poradzą sobie.

Nie przeskoczą progu?

O progach nie mówmy, bo progi są w zasadzie dla ryb nie do pokonania. Jeśli gdzieś ryby skaczą, to znaczy, że mamy do czynienia z ekstremalną sytuacją. Byłem kiedyś przy nieudrożnionym progu przy wodociągach w Jaśle. Akurat świnki szły na tarło. I było widać jak walczą z tym progiem, wchodzą na jakiś betonowy kawałek i te silniejsze jakimiś desperackimi skokami szły wciąż do przodu. Ale większość zmywało. Próbowały jeszcze raz i znowu je zmywało. Kilka razy spróbowały i koniec. Jak ryby skaczą, to znaczy, że prędkości wody są większe niż ich zdolności pływackie. Skok ryby na przeszkodzie to przejaw ekstremalnej desperacji. Bardzo rzadko kończy się sukcesem.

Poza zdolnościami pływackimi ryb, co jeszcze się uwzględnia przy projektowaniu przepławek?

Behawior ryb – brzmi paskudnie, prawda? W języku potocznym, to zwyczaje czy standardowe zachowania różnych gatunków. Niektóre chętnie pływają przy powierzchni, ale są takie, które pływają przy dnie – typowym przykładem jest węgorz. A jesiotr znowu nie lubi się pchać w szczeliny. To trzeba wiedzieć, bo potem jest tak, jak w Malczycach, gdzie mamy przepławkę szczelinową zaprojektowaną dla jesiotra, z wielkimi szczelinami, by przeszedł, ale projektant widać zapomniał, że ta ryba takich miejsc nie lubi. Ale wracając do pytania… Pierwszą rzeczą, którą powinno się przygotować zabierając się do projektowania przepławki, to lista gatunków, terminy migracji, nie tylko w górę, ale również w dół i gatunki docelowe, czyli te, dla których udrażniamy rzekę. I dla Białej to wszystko zostało zrobione.

Przepławka - Norwegia
Przepławka w norweskiej gminie Skien (fot. Rune Mathisen, Flickr, CC BY-SA 2.0)

Rzeki udrażnia się tylko dla niektórych gatunków?

Mogą być takie warunki na budowlach piętrzących, że nie da się zrobić przepławki dla wszystkich gatunków ryb. Mamy, na przykład, gatunki naturowe (objęte ochroną Natura 2000), albo gatunki ważne gospodarczo, typu łosoś, jesiotr, albo istotne wędkarsko – typu świnka. Patrzymy, jakie są prędkości, które mogą te ryby pokonywać, w jakim okresie migrują i jaki jest ich behawior. Ważna jest w tym wszystkim rola ichtiologa, bo te same gatunki na różnych rzekach mogą się zachowywać inaczej. W konsekwencji można dostosować rozwiązania służące migracji ryb do ich zwyczajów, co np. wykorzystali Francuzi adaptując śluzy na Rodanie do wędrówek jesiotra.

Śluzują jesiotry jak barki?

No, nie – bez żartów. Jesiotr, jak każda ryba migruje w określonych porach roku i wtedy od czasu do czasu uruchamiane są śluzy i prąd wody wabiący ryby. Ale wracając do tematu – w idealnym świecie byłoby tak, że jest ichtiolog, w przypadku Białej, to był Marek Jelonek, który wie, jakie ryby w rzece mieszkają i jak się zachowują. Wie też, dla których gatunków to przemieszczanie jest ważne i kiedy przemieszczają się one w górę i w dół rzeki. Do tego dochodzi niepisana zasada, że przepławka powinna działać minimum 330 dni w roku.

A jak to się zaczęło z renaturyzacją na Białej?

Kiedy jeszcze pracowałem w WWF, to wymyśliłem, by jednym z elementów Projektu Wisła, który wtedy realizowaliśmy było odtworzenie populacji łososia. Zacząłem szukać partnerów mogących pociągnąć ten projekt. Szczęśliwie poznałem Marka Jelonka z RZGW w Krakowie. Czułem, że nadajemy na tej samej fali. Marek zorganizował u siebie w Gospodarstwie Rybackim RZGW w Brzączowicach spotkanie na temat odtwarzania populacji łososia. I się zaczęło. Najpierw my, czyli WWF kupiliśmy ikrę łososia i zaczęliśmy zarybienia. Duże wsparcie mieliśmy od zespołu prof. Tomasza Mikołajczyka i jego studentów, którzy nie tyko brali udział w zarybieniach, ale również badali warunki w poszczególnych miejscach zarybień. Okazało się, że w niektórych rzekach te młode łososie przeżywają całkiem nieźle, a w niektórych w ogóle. Ale generalnie, że przeżywają, dożywają do fazy smolta i spływają do morza. Co dawało gwarancję, że będą wracać.

bo wracają na tarło tam, gdzie się urodziły.

To jest fenomen, jak łosoś płynąc z Bałtyku może znaleźć małą rzekę, w której się urodził. Czyli, najpierw znajduje Wisłę, potem w okolicy ujścia Dunajca mówi sobie – tu muszę skręcić, a potem ma taką samą refleksję, gdy dopłynie do Białej. A przecież po drodze ma masę dopływów, gdzie może skręcić w prawo lub w lewo. Jak wykazały badania ryba poznaje swoją rzekę po zapachu. I bezbłędnie trafia do rzeki, w której się urodziła. Albo do której została wypuszczona jako narybek w bardzo wczesnym stadium rozwoju – jak było z łososiami wypuszczanymi przez nas do rzek w zlewni górnej Wisły.

Co było dalej z Białą?

Objechaliśmy z Markiem Jelonkiem i projektantem wszystkie jazy i progi na Białej, żeby zobaczyć ile ich jest i w jakim są stanie. Nikt tego nie wiedział poza Kazimierzem Hotlosiem, ówczesnym kierownikiem Inspektoratu RZGW w Nowym Sączu. Obejrzeliśmy te stopnie i wytypowaliśmy kilka najłatwiejszych do udrożnienia, by od czegoś zacząć. Wskazaliśmy Ciężkowice i Pleśną. W międzyczasie przestałem pracować w WWF, ale pojawiły się pieniądze unijne i Marek napisał projekt do CKPŚ (Centrum Koordynacji Projektów Środowiskowych), i dostał grant. W ramach tamtego projektu udrożnione zostały trzy stopnie, opracowano także projekty budowlane i uzyskano niezbędne decyzje dla pozostałych przeszkód.

Przepławka - USA
Quasi-naturalna przepławka (U.S. Fish and Wildlife Service Northeast Region, Public domain)

Czy jest coś, czego się w tym czasie nauczyłeś, a co nadal uważasz za ważne przy budowie lub projektowaniu takich urządzeń, jak przepławki?

Dwóch praktycznych rzeczy. Michele Larinier z Tuluzy, który jest światowym guru od przepławek i zaprojektował ich setki, powiedział kiedyś na spotkaniu dla projektantów przepławek dwie rzeczy. Pierwsza brzmiała tak: „Kiedy mam zaprojektować przepławkę, to najpierw idę nad rzekę i się na nią patrzę”. Uważam to za radę naprawdę ważną, bo u nas niektórzy projektanci w ogóle nie widzieli rzeki, na której projektowali przepławkę. Druga jest z pozoru bardziej zaskakująca – brzmi następująco: „Każda zbudowana przepławka z założenia wymaga poprawy”. To niezwykle istotne spostrzeżenie, bo w praktyce jest niewiele przypadków, o ile w ogóle są jakieś, że zaprojektowano i zbudowano przepławkę, która dobrze działała od początku. W kosztach budowy powinno być wliczone ryzyko, że się je poprawia przynajmniej raz. Trzeba pamiętać, że przepławki – budowle hydrotechniczne – mają nie tylko przepuszczać wodę – powinny, przede wszystkim, służyć rybom, czyli żywym stworzeniom. A to o wiele trudniejsze.